sobota, 10 maja 2014

Illusion: Prolog

Nic nie jest takie, jakie się wydaje.
Co byś zrobił, gdyby ktoś powiedział ci, że rzeczywistość, w której żyjesz to tylko iluzja? To tylko kłamstwo, pasmo wielu tajemnic i pytań na które na razie nie ma odpowiedzi?
Jak byś zareagował, gdybyś dowiedział się, że ludzie nie są jedynymi istotami na Ziemi? Że istnieją inne światy, o których ludzkość nie ma pojęcia?
Elizabeth Isabelle Mitchell to zwyczajna dziewczyna ucząca się w jedynej w małym mieście szkole. Ma kilku przyjaciół, a większość pozostałych osób nawet ją lubi. Gdy na jaw wychodzi tajemnica, o której Elizabeth nie ma pojęcia, jej życie wywraca się do góry nogami. Poznaje prawdę nie tylko
o otaczającym ją świecie, ale także o niej samej.

Przyszłość teraźniejszości: Rozdział I

Uśmiecham się do Jackie i jej brata. Przytulam przyjaciółkę i macham Matt'owi.
-Będzie dobrze-mówię, jak zawsze przy naszym rozstaniu-Do jutra w szkole.
Szybko biegnę do domu. Nie mogę się spóźnić. Do 18 wszyscy mają być w domach. Inaczej będzie źle. Gorzej. Będzie gorzej niż źle.
Królowa zakazała wychodzenia z domów po południu. A za każde złamanie rozkazu-śmierć. Albo okaleczenie. Nie tylko twoje. Być może całej rodziny.
Nikt się nie sprzeciwa. Nikt się nie ośmielił.
Biegnę wśród tłumu ludzi wracających z pracy. Jest ich dużo. Bardzo dużo. A większość są jak marionetki. Bez uczuć, ludzkich odruchów. Ślepo wierzący w słuszność swojego postępowania, służący Królowej.
Są też i inni. Tacy jak moja rodzina. Rodzice Jackie i Matt'a. I wiele innych rodzin.
Ale nikt się nie przyzna. Nikt się nie odważy.
Wpadam do domu zupełnie zziajana. Zamykam drzwi na klucz, zasuwam bramę za pomocą jednego, zgrabnego przycisku na ścianie.
To wszystko daje marną namiastkę bezpieczeństwa. Ale nic cię nie uchroni. Tym bardziej metalowe pręty. Chyba, że sami cię w tym zamkną. Tylko to już nie będzie ochrona. Będzie kara i bezbronność. A potem śmierć.
Przez chwilę wyglądam przez małe okienko w przedpokoju. Widzę ludzi idących do domów. Małe dzieci trzymające się za ręce i dwójkami biegną po szarych płytach chodnika. Wzdycham, po czym zasuwam żaluzje i wchodzę do salonu.
Nie jest to duże pomieszczenie. Nie jesteśmy biedni, ale nie należymy też do tych bogatych sług Królowej.
Kremowe tapety, szary telewizor w końcu pokoju. Jasna kanapa, na której wiele razy wylewałam swoje łzy po ich śmierci. Dwa fotele obok i mały stoliczek. Po lewej stronie jest mała biblioteczka. To wszystko. Nic więcej.
Biorę jedną z książek na półce i sadowię się wygodnie na jednym z fotelów. Zabieram się do czytania.
Gdzieś jednym uchem słyszę krzątanie się Very w kuchni i rozmowę z wujem. Po chwil słyszę kroki Rose idącej do mojego pokoju na poddaszu. Nikt nie ma tam prawa wchodzić! Tym bardziej ona!
Szybko odkładam książkę i biegnę na górę. Kątem oka zauważam dziwne spojrzenie ciotki, ale nie zwracam na nie uwagi.
Nie pozwolę, aby ona weszła tam, gdzie nie powinna.
Mój pokój to świątynia. Jedyne miejsce, gdzie mogę być sobą. Na scianach są zdjęcia, rysunki, cytaty. Coś w stylu pamiętnika. Umieszczam tam niemal wszystkie myśli i żaden domownik nie ma do niego wstępu. Ci z zewnątrz też nie. Prawie nikt nie wie o jego istnieniu. Ileż bym dała, by Rose też o nim nie wiedziała.
Wymijam kuzynkę na linii "mety". Zauważam w jej dłoni klucz, tak starannie schowany.
-Skąd to masz?-syczę.
-Wiem o wszystkim w tym domu-odpowiada zarozumiale-o twoim pokoju też wiem. Wiem o kluczu. Wiem o skrzynce.
To ostatnie zdanie odczuwam jak cios. Nikt, nikt nie będzie grzebał w moich rzeczach.
Uderzam dziewczynę w policzek. Mocno. Na jej twarzy widać czerwony ślad mojej zbrodni. Wiem, że zaraz się pokaży.
-Nie wiesz nic. Ani o mnie, ani o moim pokoju-szepczę cicho, patrząc, jak przykłada rękę do policzka.
Wyrywam jej klucze, po czym wchodzę do mojej własnej świątyni i zamykam drzwi na klucz.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Przyszłość teraźniejszości: Prolog

Życie nie jest bajką. Każdy twój krok monitorują supernowoczesne kamery, a całe miasto pełne jest strażników broniących spokoju. Czy aby na pewno porządku?
Nazywam się Hannah Avery. Mam 16 lat. Moi rodzice zginęli w mojej obronie. Mieszkam razem z wujem Henrym, ciotką Verą i znienawidzoną kuzynką Rose. Żyję w świecie, gdzie nikt nie ma wolnej woli, nie ma prawa sprzeciwienia się. Jesteś marionetką w rękach ludzi. Ludzi, dla których liczy się tylko władza. I pieniądze.
Nie możesz uciec. Uwięziony. Nie masz wyjścia. Nie możesz nawet walczyć.
Pozwól się pokonać. Przecież nic ci się nie stanie.
Bo Królowa jest najważniejsza! I Królowa o nas zadba! Zaopiekuje się nami!
Jesteś tego pewny?